Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

Będę ojcem, ale..

Collapse
X
 
  • Filter
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

  • BabloPszczola
    replied
    Odp: Będę ojcem, ale..

    Przecież można się wyprowadzić mając mniej niż 18 lat tylko trzeba wystąpić z tym do sądu.

    Leave a comment:

  •    
       

  • Wera27
    replied
    Odp: Będę ojcem, ale..

    Zdecydowanie powinieneś skontaktować się z prawnikiem. Wielka szkoda, że ona jest niepełnoletnia, bo po 18 roku życia mogłaby w zasadzie wyprowadzić się do ciebie i mielibyście spokój od dziwacznej rodziny.

    Leave a comment:


  • petertox
    replied
    Odp: Będę ojcem, ale..

    Skontaktuj z prawnikem.

    Leave a comment:


  • Becia88
    replied
    Odp: Będę ojcem, ale..

    wiesz co, ja skonsultowałabym się z jakimś radcą prawnym bo ona w końcu nosi Twoje dziecko a ponieważ zabraniają ci kontaktów z nią teraz, to co będzie po narodzinach? Poza tym martwi mnie to co powiedział jej ojciec o tym usuwaniu, schizofrenia czy też nie jest to bardzo niepokojące. Skoro ona jest niepełnoletnia to mogą ją tam nawet siłą zawlec. Idź do prawniki i zapytaj, co możesz zrobić żeby Wam życia nie zniszczyli. Powodzenia!

    Leave a comment:


  • mlody22
    started a topic Będę ojcem, ale..

    Będę ojcem, ale..

    Witam!
    1,5 tygodnia temu wedle pierwszego usg, i po wcześniejszych 3 pozytywnych testach ciążowych dowiedziałem się, iż będę tatą. Kocham moją dziewczynę i nasze dziecko - ponad wszystko oboje kocham. Niestety, ona ma 17 lat a właściwie skończyła 2,5 miesiaca temu 17 r.ż. i jest w 2 miesiącu ciąży, ja mam 21 lat. Niestety (dlaczego neistety? - o tym niżej) poznaliśmy się ledwie parę miesięcy temu i no cóż, sytuacja jest trochę trudna i nie za bardzo wiem co robić, a dlaczego trudna? No bo tak, moja rodzina się cieszy i oferuje wsparcie.... jej rodzina się cieszy oprócz: jej jedynego brata który nota bene jest kierownikiem i zarabia 5 lub 10 razy więcej ode mnie i stara się o dziecko od paru lat a nie może ze swoją żoną, oprócz również jej mamy którą częściowo rozumiem, no bo moja przez ciążę zawali szkołę i też mi trochę przykro. Natomiast do Sedna: po niedługim czasie mojej znajomości z moją dziewczyną postanowiliśmy iż zapytamy jej mamę, czy mogę z nimi mieszkać ponieważ świetnie się dogadywaliśmy z jej mamą i ona (jej mama) była dla mnie wręcz za miła. Zgodziła się, niestety po 2-3 tygodniach kazała mi się wyprowadzić pod pretekstem że tego dokładnie nie przemyślała, że to byłą spontaniczna decyzja, i że czuje się niekomfortowo z "jakimś obcym facetem" (mimo, iż do tej pory nazywała mnie synem, bądź zdrobniale po imieniu). No, ale nic. Myślę sobie: No ok, może nieprzemyślała więc spoko - nie jestem zły na nią. Ale... dowiedzieliśmy się że moja dziewczyna jest w ciąży powiedzieliśmy jej rodzicom i tu się zaczyna piekło... ponieważ jej mama kiedy sie dowiedziala była zła, ale tylko początkowo, przez parę dni. Nastepnie stwierdzila ze jestem z moja dziewczyna rodzina - skoro ona jest w ciazy - wiec zaoferowala mi, zebym zamieszkal z nimi. Wiec sie bardzo ucieszylem, po paru dniach nawet dorobila mi klucze itd. Minely 2 tygodnie i wrocilem z roboty wzialem sie za naprawe swiatla w kuchni, kupilem nowy przelacznik itd. Niestety bylem zmeczony po pracy i zdarzylo mi sie rzucic pare przeklenstw pod nosem - byc moze troche glosniej, ale do nikogo konkretnego tylko wciaz pod nosem - na drugi dzien dowiaduje sie ze mam sie udac do psychiatry(po paru miesiacach znajomosci), ze jestem niezrownowazony psychicznie i ze oni (jej rodzice) boją się o nią, że ja ją uduszę jak będzie spała, a dziecko wyrzucę przez okno...Oboje na mnie wrzeszczeli o tą sytuację - którą nota bene nie obraziłem nikogo konkretnego. Miałem po prostu ciężki dzień w pracy, byłem zmęczony, a naprawa tego światła mi nie szła więc pobluzgłąem trochę pod nosem. W każdym bądź razie, 1,5 tygodnai później jej matka stwierdza że mam zniknąć z jej życia i uwaga, cytuję "wypi********dalać byle gdzie, nawet na ławkę, i c********j ją to obchodzi". Więc wyprowadziłem się, wynająłem pokój. Niestety oni ją doprowadzają praktycznie codziennie do takiego stanu ,że 1-2 razy dziennie płacze mi do telefonu(a oni twierdzą, że to ja jej szkodzę). Warto jeszcze dodać iż jej ojciec jest zagorzałym katolikiem i dla niego Matka Boska jest czymś no wiecie co mam na myśli, zresztą, tak samo jak dla mnie.. a mimo to powiedział mojej że ona ma usunąć. No ale... on miał wypadek w 14 r.ż. i mu się poprzestawiało teraz choruje na schizofrenię i ja to rozumiem, pomijając fakt, że nosi spódnice od 30 lat(jej mama to typowa feministka i uważa że to kobieta powinna nosić spodnie-podczas kiedy my po partnersku i na równych zasadach się dogadujemy..), no i że do nas mówił że vbardzo się cieszy z dziecka i że cieszy się że jego córka ma takiego chłopaka a do niej na osobności, kiedy mnie nie było mówił że jestem nieodpowiedzialnym człowiekiem (zresztą jej matka mi poweidziała, że nie nadaje sie na meza a na ojca tymbardziej..). Jej mama także uważa ,że ja ją prowadzam na smyczy a ona za mną jak chorągiewka gdzie zawieje tam .. wiadomo. A my po prostu dogadujemy się na partnerskich, równych zasadach. Dodam, iż jej dziadkowie także zaoferowali nam pomoc. Niestety, jej rodzice nie chca sie zgodzic ani na slub, ani na nasze mieszkanie razem... Nie wiem co mam zrobic aby jakos to wszystko poukladac. Jak na chwile obecna stwierdzilem ze mojapowinna im mowic to co chca uuslyszec (jej rodzice), i proboje ja pocieszac zeby nie myslala o tym ze nie ma mnie na codzien tylko o tym, ze kiedys bedziemy codziennie razem. Nie wiem co jeszcze moge zzrobic... Prosze o pomoc ludzie, co kilka(naście/dziesiąt) głów to nie jedna... Błagam, pomóżcie...
       
Working...
X