Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

Jak przygotowywałaś smyka do rozłąki?

Collapse
X
 
  • Filter
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

    #16
    Rozłąka z dzieckiem...

    Wróciłam do pracy gdy synek miał pół roku. Karmiłam go piersią, więc był bardzo do mnie przywiązany i było nam obojgu ciężko. Gdy miał 5 miesięcy zaczęłam dawać mu deserki i zupki, aby mógł się nauczyć jeść łyżeczką. Odciągałam także mleko. Kiedy przyszedł ten czas okazało się to bardzo trudne.... Z początku synek nie chciał jeść ani deserków, ani kaszek, zupek czy mojego odciągniętego mleka. Pragnął piersi.... Gdy tylko wracałam pozwalałam mu się nią nacieszyć. Z czasem było coraz lepiej. Gabryś zaczął jeść wszystko łyżeczką, pić z kubka niekapka. Dziś ma 14 miesięcy. Piersią karmiłam go do 13 miesiąca. Wszystko się ułożyło dobrze, a mój syn nawet nie chce widzieć butli. W tym wszystkim pomógł mi mąż i koleżanka. Dziś im za to bardzo dziękuję.

    Skomentuj

    •    
         

      #17
      Stopniowana rozłąka

      Przez pierwsze miesiące życia mojej córeczki byłyśmy praktycznie nierozłączne. Wiązało się to również z pobytem w szpitalu, gdzie byłyśmy tylko we dwie 24 godziny na dobę, a później z chęcią korzystałam z uroków macierzyńskiego i wychowawczego. Przebywanie zawsze we dwie sprawiło jednak, że mała była do mnie bardzo przywiązana i gdy tylko traciła ze mną na dłużej kontakt dawała wyraźnie znać, że nie jest tym zachwycona . Aby przygotować naszego smyka do rozłąki musieliśmy, więc obmyślić sprytny plan działania.

      1) Wprowadziliśmy Zasadę stopniowanej rozłąki- aby zarówno dla mnie jak i małej "rozstania" nie były zbyt silnym szokiem zaczęliśmy od krótkich przerw w byciu razem. Początkowo było to jedynie dłuższe znikanie w drugim pokoju, które z czasem przerodziło się w krótkie pół godzinne zakupy, godzinne wyprawy do sklepu, dwie godzinki spędzone u koleżanki itd.

      2) Bardzo ważne! Nigdy nie wychodziłam ukradkiem! Nie znikałam bez pożegnania wychodząc z domu na paluszkach, a przyzwyczajałam małą do tego, że wychodzę. Nie uciekałam bez słowa, a zawsze powtarzałam "Mamusia teraz wychodzi, ale niedługo do Ciebie wróci"- tym samym ucząc małą, że moja wyjścia to nic złego, że zawsze do niej wrócę- dając jej tym samym poczucie bezpieczeństwa.

      O dziwo! Nasz plan szybko poskutkował i co najważniejsze sprawił, że teraz dla naszej córeczki i Mama i Tata są tak samo ważni i tak samo potrzebni. Jest to sytuacja korzystna nie tylko dla naszej córeczki, ale i dla nas samych, bo teraz każdy z nas może wygospodarować chwilkę dla siebie .

      Skomentuj


        #18
        Z przyjacielem raźniej!

        Tuż przed pierwszym dniem w żłobku podarowałam mojej dwuletniej Agatce pluszowego króliczka, którego nazwałyśmy Fifi. Oczywiście Fifi powędrował z małą do żłobka w roli "towarzysza niedoli". Pluszowy pocieszyciel był niezastąpiony - do niego można było przytulić się przy pożegnaniu z mamą i u jego boku raźniej było poznać nowych kolegów. Po tygodniu córeczka z zapałem tłumaczyła Fifiemu, dlaczego nie powinien płakać przy rozstaniu z mamą i zapewniała go,że żłobkowa ciocia Ela z pewnością znowu przygotowała jakieś fantastyczne zabawy!
        Myślę, że córci w towarzystwie (choćby pluszowego) przyjaciela łatwiej było zaakceptować nową, żłobkową rzeczywistość.

        Skomentuj


          #19
          Po długich poszukiwaniach niani, które zaczęłam już na trzy miesiące przed planowanym powrotem do pracy w końcu udało mi się znaleźć tą odpowiednią. Młoda, pełna energii i uśmiechnięta dziewczyna z odpowiednim przygotowaniem - wolontariat w pogotowiu opiekuńczym i rodzinie zastępczej - szczegółowo wypytywała się o plan dnia mojego synka, jego zwyczaje, ulubione zabawki i zabawy. Już na 2 tygodnie przed moim powrotem do pracy przychodziła do nas by Olek się do niej przyzwyczaił. Najpierw było to towarzyszenie w codziennych zajęciach - karmienie, przebieranie, zabawa i spacery. Później już sami wychodzili na spacery, a ja mogłam wtedy spokojnie zająć się domem, pójść na zakupy lub najzwyczajniej odpocząć. Olek miał wówczas niespełna osiem miesięcy, więc bardzo szybko zaakceptował ciocię-nianię Agatę, a i ja ją polubiłam. Ze spokojnym sercem mogłam powierzyć jej mojego synka i wrócić do pracy. Opiekowała się moim skarbem przez kolejne osiem miesięcy, ale niestety wyprowadziła się do innego miasta do swojego narzeczonego. Do tej pory odwiedza nas, a Olek ilekroć ją widzi wyciąga do niej ręce i uśmiechnięty biegnie w jej stronę. Obecna niania to pani tuż przed 50tką, ale podobnie jak Agata usmiechnięta, energiczna i wesoła. Jesteśmy zadowoleni, że trafiły nam się takie nianie.

          Skomentuj


            #20
            trudne przyzywczajenia

            Zmiana przyzwyczajen jest dla kazdego trudna, tym bardziej dla dziecka, jesli chodzi o ukochana mame, która nagle znika z pola widzenia. W moim przypadku najlepiej sprawdziły sie krótkie rozstania około 2 miesiace przed własciwym i dokładne informaowanie dziecka (4 latka) gdzie ide i kiedy wróce. Na początku było trudno. Starałam sie wychodzic regularnie na kilka, a póżniej kilkanaście minut. Był płacz, złość i kopanie we wszytsko co możliwe. Ale starałam sie zrobić jeszcze jeden krok. Moje dziecko bardzo lubi chodzić ze swoim tatą na spacery do parku. Starałam się aby tych wypadów było jak najwiecej. Przed wyjściem mówiłam malcowi co ja bede robic w tym czasie, ze bede czekac tak jak ty na mnie kiedy mnie nie ma. Te rozmowy zdecydowanie pomogły. Oczywiście początkowo też nie było łatwo. Znikanie mamy na 8 godzin wymaga przyzywczajenia ale nie trawało ono tak długo jak zakładalismy. Malec po tygodniu sie przyzywczaił, a nieobecnosc mamy wynagradzalismy sobie w weekend rodzinnym wypadem za miasto

            Skomentuj


              #21
              mojego synka czeka pierwszy prawdziwy przełom w życiu: od września przedszkole a mnie powrót do pracy (najpierw jej poszukiwania)

              Zaczynamy stopniowo oswajać się i przygotowywać do rozłąki, przygotowania póki co polegają na przystosowywaniu synka do grupy. Chodzimy na zajęcia adaptacyjne dla przyszłych przedszkolaków, gdzie synek uczy się zabaw grupowych prowadzonych przez Panią, bawi się z dziećmi. Dążę do tego, by zaczął być bardziej samodzielny i niezależny ode mnie.
              W miarę możliwości zostawiam synka pod opieką innych osób (taty,dziadka, cioci), by zaczął rozumieć i przyzwyczajać się do mojej nieobecności.
              Może być ciężko, ponieważ od 2 lat i 4 miesięcy jesteśmy bez przerwy razem, pierwsza próba powrotu do pracy (rok temu) skończyła się fiaskiem (ze względu na niezorganizowaną opiekę dla synka).
              Liczę, że druga próba rozłąki będzie łatwiejsza, ponieważ będzie lepiej zorganizowana i przemyślana. Synek jest już starszy, więcej rozumie można z nim porozmawiać i wytłumaczyć wiele, poza tym pójdzie do przedszkola, więc tym bardziej powinno się udać.
              Jestem dobrej myśli, chociaż bardzo się tego boję.
              My rodzice chyba bardziej będziemy to przeżywać niż nasz dzielny dwulatek
              Julek 15.o2.2oo7r



              Skomentuj


                #22
                Ciężka przeprawa

                Jeszcze z dwa miesiące temu nie wyobrażałam sobie powrotu do pracy.
                Amelka nie odstępowała mnie na krok tam gdzie ja tam i ona np.wyjście do sklepu , spacer z psem a nawet gdy robiłam siu siu.
                Zaczęłam więc stopniowo ograniczać kontakt ze mną po przez zainteresowanie zabawką ,książeczką czy zabawą z psiakiem.
                Obecnie mogę wyjść do sklepu ,udać się do drugiego pokoju i wiem że Amelka tak szybko nie zoreintuję się ,że mnie niema.Postępy są choć do perfekcji brakuje nam dużo , ale rzymu w parę dni nie zbudowano.
                Od pażdziernika chciałabym wrócić do pracy w tym czasie będzie Amelka miała 19 m-cy sądzę że będzie rozumiała że mama wychodząc za drzwi wróci.
                Last edited by ColorWomen; 24-06-2009, 11:20. Powód: ortografia
                Amelia 12.03.08

                Skomentuj

                •    
                     

                  #23
                  Stopniowanie

                  Dla mnie powinien być temat „ jak twój mąż przygotował ciebie do rozłąki z dzieckiem”

                  Naprawdę….
                  Jak się Emilka urodziła nie czułam potrzeby by na dłużej wychodzić gdziekolwiek, ale przyszedł taki czas, że podjęliśmy decyzję, że od jesieni dokształcę się. Na wychowawczym czas szybko leci, do starej pracy raczej już nie będę mogła wrócić więc trzy semestry na miejscu (brak dojazdów) to będzie dobra inwestycja na przyszłość. Dla nas wszystkich!

                  Generalnie to wiedziałam, że nikt tak dobrze nie opiekuję się Niunią jak tata….ale nawet jak wychodziłam do pobliskiego sklepu na zakupy to w ciągu 20stu minut potrafiłam trzy razy dzwonić czy wszystko w porządku….
                  Zajęcia miały trwać 5- 6 godz. Emilka miała wtedy ok. 9 m-cy . Do tak długiej przerwy przygotowaliśmy ją stopniowo. Coraz częściej wychodziłam sama. Nigdy nie uciekałam. Tatuś trzymał Niunię, były ciumeczki, przytulanie i robienie papapa, ja mówiłam, że niedługo wrócę a tata to potwierdzał. Jak mnie nie było, kiedy niunia zaczęła marudzić „MAMI, MAMI” tata tłumaczył, że jestem w szkole i później wrócę. Starałam się coraz rzadziej dzwonić czy smsować, mimo, że korciło mnie co 15 minut! Wtedy, kiedy mówiłam Emilce, że jak wrócę to coś jej przyniosę – zawsze to robiłam! Czy to ulubione jabłuszka, jogurcik, soczek - cokolwiek. Najpierw było przywitanie obfitujące w ogromną ilość ciumeczków i przytulanek a później zaglądanie do torby na zakupy i radość z prezenciku!

                  Emilka ma teraz półtora roczku i nigdy nie płakała przy rozstaniu! Zostaje z tatą, ciocią, sąsiadką i jej synkiem i zawsze jest uśmiechnięta. A ja się nauczyłam tego, ze trzeba ufać tej osobie z którą dziecko zostaje bo kiedy okazujemy zdenerwowanie dzieci to wyczuwają! I jak zwykle raty się sprawdzają! Lepiej przy dzieciach niż przy zakupie sprzętu AGD!

                  Skomentuj


                    #24
                    Mam straszny problem jeśli chodzi o rozłąkę z córeczką.....W przyszłym roku we wrześniu muszę oddać ją do przedszkola.Problem tkwi w tym że mała praktycznie spędza ze mną całe dnie. Ma skończone 2 lata a najdłużej raz została z mężem na 3 godziny i raz z babcią na 2. To dlatego że nie mam tu swoich rodziców ani rodziny a teściowa pracuje.
                    Strasznie się boję tego września...

                    Skomentuj


                      #25
                      Małymi kroczkami

                      Moim zdaniem, przygotowania do rozstania z dzieckiem należy rozpocząć tuż po jego urodzeniu. Nie bać się zostawić Maluszka z Tatą, Babcią lub inną osobą, która je kocha i na pewno nie skrzywdzi. Wychodzić do sklepu po mleko, ze starszym dzieckiem na lody, z koleżanką na kawę, z siostrą do kina. Zaczynać od kilku minut i stopniowo wydłużać czas. Jeśli małe dziecko przyzwyczai się, że zajmuje się nim i Mama i Tata i Babcia i Ciocia, starsze będzie uważało to za coś naturalnego. Wzmacniać jego poczucie bezpieczeństwa, chwalić jakie jest dzielne, dawać zadania do wykonania (na początku np.samodzielne przyniesienie piłki z drugiego pokoju) i uczyć samodzielności. A gdy już wrócimy z pracy poświęcać mu dużo czasu na wspólną zabawę, jedzenie, przytulanie, czytanie, bo prasowanie może zaczekać do jutra, a dziecko nie!

                      Skomentuj

                      •    
                           

                        #26
                        Rozłąka

                        Chcę moje kochane bliźniaki oddać od września do przedszkola. Osobiście nie boję się rozłąki dlatego, że na urlopie wychowawczym sobie dorabiałam i gdy mama szła do pracy tata przejmował wszystkie obowiązki domowe. Zawsze w naszym małżeństwie obowiązki były dzielone na pół dlatego jasne było , że gdy na świecie pojawi się dziecko , w naszym przypadku dwa, też tak będzie. Kilka miesięcy temu postanowiłam zapisać dzieci do grupy maluchów na zajęcia kreatywno- ruchowe aby zobaczyły jak wygląda zabawa z dziećmi pod przewodnictwem obcych im pań, które musiały dzielić swój czas pomiędzy wszystkie dzieci. Z początku nie chciały się oddalać od nas na zbyt daleką odległość ale po kilku spotkaniach garnęły się do innych mam i "przedszkolanek". Chętnie dzieliły się zabawkami i czynnie brały udział w zajęciach. Myślę, że te weekendowe zajęcia dużo malcom dały i warto najpierw oswoić dzieci z samą atmosferą przedszkola. Czy ta metoda się sprawdziła zobaczymy we wrześniu ale jestem dobrej myśli

                        Skomentuj


                          #27
                          Nie widzieć swojego maleństwa na dłużej niż kilka godzin to dla każdej mamy koszmar. Niestety życie pisze różne scenariusze i my musimy zagrać w nich swoją rolę. To nie łatwe wytłumaczyć małemu szkrabowi, dlaczego mamusi nie będzie. Trzeba zrobić to stopniowo. Najpierw trzeba przyzwyczajać dziecko do krótkich nieobecności, wyjść na zakupy pozostawiając je pod opieką zaufanej osoby. Maluszek będzie wiedział, że mama non stop nie może przy nim czuwać. Potem gdy rozłąki trwają dłużej dziecko się zaczyna przyzwyczajać.
                          musimy pamiętać, że gdy mamy okazję to należy spędzać z nim jak najwięcej czasu, bawić się itd - żeby nie czuło się odrzucone.

                          Skomentuj


                            #28
                            Do pracy wróciłam od razu po urlopie macierzyńskim. Nie ukrywam, że najtrudniej do rozłąki było przyzwyczaić... moje piersi Mały ssak opróżniał je szybko i skutecznie, z laktatorem szło gorzej. Początkowo odciągałam z obu piersi tylko 10 ml, z czasem było coraz lepiej - trening czyni mistrza. Ćwiczyła także córka - picie z butelki to coś zupełnie nowego. Oprócz tego wcześniej wprowadziliśmy jeden posiłek bezmleczny, co by maluszek był syty i spokojny. Co do mojej nieobecności w domu, to córeczka znosiła to bardzo dobrze, ponieważ była z najlepszą "opiekunką" pod słońcem - ze swoim tatusiem Świetnie dawali sobie radę razem, mogłam być naprawdę spokojna.

                            Skomentuj


                              #29
                              Nasza pierwsza rozłąka

                              Przed pierwszym pójściem do przedszkola przygotowywałam moją córkę miesiąc wcześniej. Głównie chodziło mi o to by nie przebywała tylko ze mną a także częściej z tatą czy babcią i dziadkiem. Tak by rozstania między mną, a moją córką były stopniowo co raz dłuższe i by miała wtedy co robić tak aby za mną nie tęskniła. Gdy przyszedł ten dzień przedszkola byłam przerażona. Wcześniej wytłumaczyłam małej, że będzie miała nowych kolegów i koleżanki. Będzie zabawa i świetnie się będzie tam czuła. O dziwo gdy poszłyśmy do przedszkola nie było ani ryku ani wyku. Byłam bardzo zadowolona i polecam takie działania przed rozłąką.

                              Skomentuj


                                #30
                                Mój synek zmienił moje życie o 180st. Z chwilą narodzin stał się dla mnie najważniejszy. Jednocześnie planowałam powrót do pracy bezpośrednio po urlopie macierzyńskim - bo wiem że wspaniała mama to również zadowolona i spełniona, także zawodowo mama - a ja nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej. Dlatego już od początku dzieliłam swoje rodzicielskie obowiązki z mężem. Nie przyzwyczajałam małego, że istnieje tylko mama na świecie i nie ma nikogo poza nią. Tata, bacie, dziadek - synek od początku przyzwyczajony był do bliskego kontaktu z wieloma osobami. W miarę szybko zaczęłam też szukać niani - ukochanej, oddanej, ciepłej, która zastąpiłaby mnie w opiece nad małym kilka godzin dziennie. Gdy mi się to udało (prawdziwa ze mnie szczęściara, że taką znalazłam ) zaczęlam przyzwyczajać malca do bycia z nową "babunią" (tak Mikołajek się do Niej zwraca do dziś) Najpierw troszkę w mojej obecności, stopniowo coraz dłużej, razem szłyśmy na spacer, w końcu niania zostawała z synkiem na trochę sama, bym po kilkunastu dniach mogła wrócić do pracy. System zadziałał w 100%! Mikołajek nie płakał, rano wyciągał rączki do niani, gdy wracałam po pracy witał mnie z radością. Gdy był starszy zostawał nawet na noc u dziadków, a każda do nich wyprawa była dla niego wielką radością. Dzisiaj synek jest wesołym, otwartym rozrabiaką, który nie boi się ludzi, nowych wyzwań, chętnie poznaje świat także "na własną rękę". Przy wyjściu dajemy sobie wielkiego buziaka, wyznajamy miłość i szepczemy "będę za tobą tęsknić" - bo obydwoje wiemy, że jak się kogoś kocha to się za nim po prostu tęskni. Nie ma łez i rozpaczania, za to zawsze mówię małemu, kiedy wrócę i zawsze dotrzymuję słowa. Takie postępowanie przyniosło całej rodzince dużo korzyści - Mikołajek zyskał kochającą nianię i poczucie, że nie tylko z mamą można się świetnie bawić, dziadkowie radosne weekendy z wnukiem, ja spokojną głowę w pracy i brak wyrzutów sumienia gdy realizuję swoje marzenia, a oboje z mężem kilka wolnych chwil "tylko dla siebie". Wszyscy jesteśmy szczęśliwi

                                Skomentuj

                                       
                                Working...
                                X