Gdy 18 lat temu urodziłam starszą córkę oboje z Mężem jeszcze studiowaliśmy, moi Rodzice już nie żyli, Teściowie mieszkali daleko. Dziecko wychowywaliśmy trochę w biegu, na zmianę, w akademiku, a w czasie sesji wywoziliśmy do Dziadków. Wszyscy podziwiali samodzielność i rezolutność naszej córki. W 2 lata i 4 miesiące poszła do przedszkola, my do pracy. W międzyczasie zrobiłam studia podyplomowe, zamieniliśmy mieszkanie na większe, kupiliśmy drugi samochód. Dziś dziś zdaje maturę w najlepszym ogólniaku w naszym województwie, marzy o prestiżowych studiach. Kocham ją bardzo i jestem z Niej dumna. Ale jest taka rozsądna, zrównoważona, mądra, dorosła, że czasem aż tak bardzo odległa.
Gdy 16 lat później znowu zaszłam w ciążę pracowałam na dwóch etatach, dorabiałam przy projektach współfinansowanych przez Unię Europejską, moja kariera nabierała rozpędu i chociaż wiadomość o dzidziusiu ucieszyła mnie niesamowicie, byłam pewna, że szybko wrócę do pracy, są przecież żłobki, niańki, Babcia też obiecała pomóc.
Pracowałam przez pierwsze trzy miesiące ciąży. Później lekarz kazał wybrać: dziecko albo praca? Pierwsze tygodnie siedzenia w domu były koszmarne, mąż wychodził do pracy, córka do szkoły, a ja zostawałam sama...Chociaż tak naprawdę nie sama, ale z moją malutką kruszynką, ale nie cieszyło mnie to jakoś. Przełomem okazały się pierwsze ruchy dzidzi, ogarnęła mnie taka euforia, taka radość, że nic nie było ważniejsze od tej malutkiej istotki we mnie. Zaczęła rodzić się miedzy nami taka więź, taka bliskość, jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Razem słuchałyśmy muzyki relaksacyjnej, czytałyśmy książeczki, gotowałyśmy obiad, o wszystkim jej opowiadałam, tłumaczyłam - to było niesamowite. Gdy się urodziła, mogłam godzinami patrzeć jak śpi, przytulać ją, nosić na rękach. Po macierzyńskim jeszcze próbowałam wrócić do pracy - wytrzymałam miesiąc. Pomyślałam sobie, że do emerytury mam jeszcze z 20 lat, zdążę napracować się. A teraz muszę być z moja córeczką, patrzeć jak sama siada, stawia pierwsze kroczki, mówi pierwsze słowa, nic nie jest od tego ważniejsze. Dziś wiem jak wspaniale być mamą, jak cudowny jest każdy wspólny ranek, gdy budzimy się razem. Gdy córka ze śmiechem, w piżamce biega po mieszkaniu, chowa się za fotel, a ja ją znajduję, porywam w ramiona i przytulam tak mocno, mocno. Gdy razem jemy śniadanko. Gdy idziemy na plac zabaw, huśtamy się, zjeżdżamy ze zjeżdżalni śmiejąc się na całe podwórko. Gdy robimy zakupy w osiedlowym sklepiku, gdy czytam jej bajeczkę przed poobiednią drzemką.
Od mojej Starszej Córki nauczyłam się wielu mądrych rzeczy, między innymi co to Internet. Moja Młodsza Córka codziennie uczy mnie rzeczy najprostszych: bliskości i bycia ze sobą tu i teraz. I to jest najcudowniejsze w byciu mamą: od dzieci można się tak dużo nauczyć.