Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

Karmienie piersią - wytrwałość została nagrodzona

Collapse
X
 
  • Filter
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

    Karmienie piersią - wytrwałość została nagrodzona

    Kiedy w zeszłym roku na świat przyszedł synek Tomuś sądziłam, że jesteśmy przygotowani pod każdym względem na maluszka, bo w końcu staraliśmy się przystosować nie tylko dom, zabezpieczyć ubranka i pozostałe akcesoria, ale również zdobyć niezbędną wiedzę odnośnie pielęgnacji, zdrowia, karmienia noworodka. Mimo szkoły rodzenia i całego wsparcia najbliższych najbardziej podstawowy element pierwszych wspólnych chwil życia zaskoczył nas - karmie piersią. Synka urodziłam przez cesarskie cięcie i mimo najszczerszych chęci karmienie naturalne okazało się prawie niewykonalne, bo standardem jest brak lub niewielka ilość pokarmu w przypadku porodu innego niż siłami natury. Synek miał wilczy apetyt, a ja puste piersi.... trauma dla obojga musiała zostać zakończona wprowadzeniem butelki, bo maluszek zbyt mocno tracił na wadze, a jego krzyki znał cały oddział położniczy w dzień i w nocy. Kiedy wróciłam z synkiem do domu sądziłam, że pobudzanie laktacji laktatorem i dokarmianie buteleczką właściwie rozwiąże nasze problemy, ale to był dopiero ich początek. Maluszek zaspokajał swój głód na obydwa sposoby bez problemu, ale potworne kolki, ciemieniucha i AZS, które zaatakowały go bezlitośnie zmusiły nas do wizyty u lekarza - diagnoza: skaza białkowa. Cóż... po miesiącu naszego wspólnego życia miałam już pełne piersi pokarmu, a takie orzeczenie lekarza zabrzmiało jak wyrok - jak mam teraz karmić naturalnie moje dziecko??? Dieta była odpowiedzią, ale jednocześnie kolejnym koszmarem, bo mogłam jeść tak nieznacznie różnorodną żywność, że zastanawiałam się, czy dam radę. Przepłakałam jeden dzień, ale trzeba było się szybciutko pozbierać i skoro zdecydowałam karmić piersią to wyboru nie miałam żadnego. Okazało się, że z diety muszę wyeliminować nie tylko wszystko pochodzenia wołowego, ale też inne alergeny w czystej postaci czy produkty, które mogą je zawierać. Nie mogłam jeść chleba, ryb, jaj, całego pozostałego nabiału rzecz jasna, praktycznie wszystkie owoce oprócz jabłek, warzywa oprócz ziemniaka i marchewki, produkty mączne.... lista nie kończyła się, a testowanie na własnym dziecku i eliminowanie kolejnych składników doprowadzało na skraj rozpaczy... Rodzina radziła mi, abym porzuciła dietę i karmienie piersią, bo jest to dla mnie zbyt duże obciążenie, a Tomek przecież wyrośnie na mieszance mlekozastępczej. Nie potrafiłam zastosować tych rad, bo instynkt był zbyt silny, piersi zbyt pełne i nie chciałam mojemu wytęsknionemu dziecku fundować od początku wyłącznie butelki - w końcu to mleko matki jest naturalnym pożywieniem noworodka i wszyscy wiemy, jaka jest jego zbawienna moc.
    Teraz Tomuś skończył 10 miesięcy, skaza białkowa pięknie mu przeszła i może właściwie jeść wszystko stosownie do swojego wieku. Całą zimę i wiosnę nie chorował, a ja jakość przeżyłam odżywiając się przez wiele miesięcy ryżem z jabłkiem i marchewką na zmianę z marchewką z jabłkiem i ryżem... Kosztowało to mnie i mojego męża wiele, ale jesteśmy gotowi znieść każde poświęcenie dla naszego syneczka, bo w życiu liczy się również więź, miłość, oddanie, bo nie samym chlebem człowiek żyje, a to, co kształtuje charakter należy wyssać z mlekiem matki
    Attached Files
       
Working...
X